Trzy wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczące przedawnienia roszczeń bankowych wywołały ogromne emocje – zarówno po stronie konsumentów, jak i sektora bankowego. Związek Banków Polskich ogłosił, że „skończyły się darmowe mieszkania”, a część mediów pisała o „nożu w plecy frankowiczów“.
Czy rzeczywiście doszło do wywrócenia stolika? Mecenas Wojciech Bochenek, z kancelarii Bochenek, Ciesielski i Wspólnicy, tłumaczy, co tak naprawdę wynika z wczorajszych rozstrzygnięć.
Dlaczego sektor bankowy tak bardzo obawiał się tych wyroków?
U podstaw sporu frankowego leży nieuczciwość zapisów umownych, które sądy od lat konsekwentnie uznają za abuzywne. Skutkiem jest stwierdzanie nieważności umów kredytowych. Jak wyjaśnia mec. Wojciech Bochenek:
Banki w swoich umowach zawierały nieuczciwe zapisy umowne, które sądy uznają za nieuczciwe i dochodzi do nieważności tych umów. Jest to poniekąd pokłosie wyroków TSUE – od słynnego wyroku państwa Dziubak w 2019 roku – które przyzwyczaiły nas do tego, że konsumenci w TSUE wygrywają.
Sektor bankowy obawiał się przede wszystkim tego, że w przypadku nieważności umowy nie odzyska kapitału udostępnionego konsumentom. Stąd tak wielkie napięcie przed ogłoszeniem wyroków.
Co tak naprawdę powiedział TSUE w kwestii przedawnienia?
Wczorajsze wyroki TSUE dotyczyły konkretnego zagadnienia: czy sąd może – na zasadzie słuszności – zasądzić na rzecz banku roszczenie o zwrot kapitału, nawet jeśli uległo ono już przedawnieniu. TSUE odpowiedział: tak, ale tylko w wyjątkowych okolicznościach.
Mec. Wojciech Bochenek podkreśla, że nie jest to automatyzm:
To co przesądził TSUE, to że w wyjątkowych okolicznościach sama dyrektywa dopuszcza możliwość, aby sąd na zasadzie względów słuszności – czyli szczególnych okoliczności, które sądy muszą weryfikować – dopuścił możliwość zasądzenia roszczenia, które uległo przedawnieniu. Nie jest to zasada, że to będzie automatyzm w każdej sprawie.
Sąd będzie musiał każdorazowo badać m.in. ile czasu minęło od momentu, kiedy bank mógł podjąć skuteczne działania, oraz czy sam bank nie przyczyniał się do przedłużania postępowania. A jak wskazuje mecenas – celowe przeciąganie procesów przez banki to zjawisko szeroko opisywane w mediach i znane sądom.
Czy wyroki TSUE zmieniają coś dla przeciętnego frankowicza?
Dla zdecydowanej większości kredytobiorców, którzy postępowali racjonalnie i uwzględniali konieczność rozliczenia się z bankiem z kapitału, te wyroki nie zmienią nic. Jak zaznacza mec. Wojciech Bochenek:
Ci konsumenci, którzy do tego podchodzili racjonalnie, raczej nie odczują tych wyroków. Sądy i tak nie uwzględniały zarzutu przedawnienia na masową skalę. Wyroki jedynie potwierdzą praktykę, która w sądach od kilkunastu miesięcy funkcjonuje i obowiązuje.
Trudniejsza sytuacja może czekać jedynie tych, którzy liczyli na to, że roszczenie banku o kapitał się przedawni i celowo unikali rozliczenia. Takich przypadków – jak wskazuje mecenas – było w praktyce niewiele.
Jak wygląda dziś skuteczność frankowiczów w sądach?
Statystyki są jednoznaczne: konsumenci wygrywają około 99% spraw frankowych. To bezpośrednio wpływa na zachowanie banków – część z nich rezygnuje z apelacji, część proponuje ugody. Równocześnie postępowania wyraźnie przyspieszyły.
Mamy sądy w Polsce, które są w stanie rozstrzygnąć spór w pierwszej instancji w 30 dni od złożenia pozwu. Mamy sprawy, które kończą się prawomocnie w przeciągu niespełna roku. Czyli w mniej niż 12 miesięcy można się pozbyć kredytu i wykreślić hipotekę.
Co ważne – strategia banków polegająca na przeciąganiu procesów okazała się kosztowna. TSUE przesądził bowiem, że banki muszą płacić konsumentom odsetki za cały czas trwania sporu.
Jedni z naszych klientów otrzymali odsetki w wysokości prawie 200 000 zł – oprócz tego, że odzyskali to co do banku wpłacili. To taka w cudzysłowie rekompensata za czas trwania procesu.
Ugoda z bankiem – kiedy warto, a kiedy uważać?
Rosnąca liczba banków proponuje ugody. Mecenas Wojciech Bochenek ostrzega jednak, że nie każda ugoda jest korzystna i, że wszystko tkwi w szczegółach – zwłaszcza w kwestii podatkowej.
Jedno sformułowanie ugody – że bank odda część kapitału czy część rat – może spowodować, że po stronie konsumenta powstanie obowiązek podatkowy. Konsument może wejść na przykład w drugi próg podatkowy. Odpowiednie sformułowanie ugody może spowodować, że ten podatek nie powstanie.
Warto też wiedzieć, że kredytobiorcy, którzy skierowali już sprawę do sądu, mają przeważnie lepszą pozycję negocjacyjną niż ci, którzy jeszcze tego nie zrobili.
Ile kredytów frankowych i walutowych wciąż czeka na rozstrzygnięcie?
Skala nierozwiązanych spraw jest wciąż ogromna. Według danych przytaczanych przez mec. Wojciecha Bochenka:
To jest ponad 300 000 kredytobiorców frankowych i około 100 000 kredytobiorców, którzy mają kredyty w euro. Ponad 400 000 kredytów, z którymi się jeszcze nic nie wydarzyło – ani nie trafiły do sądu, ani nie zostały zawarte ugody.
Co istotne, dotyczy to również kredytów już spłaconych. Osoba, która uregulowała kredyt frankowy nawet kilka lat temu, nadal może dochodzić zwrotu nienależnie pobranych rat.
Warto to podkreślić – roszczenia konsumentów też się nie przedawniły. Ktoś, kto spłacił kredyt 5 lat temu, również może się o roszczenia ubiegać w sądzie.
Co dalej? W przyszłym tygodniu kolejny ważny wyrok TSUE
Sprawy frankowe to nie jedyny front sporów konsumenckich z bankami. Już w przyszłym tygodniu TSUE wyda wyrok dotyczący kredytów konsumenckich – a skala tego problemu sięga 18 milionów umów. Trybunał zdecyduje, czy powszechna praktyka banków polegająca na doliczaniu prowizji i innych kosztów do kwoty kredytu – a następnie pobieraniu od nich odsetek – była uczciwa wobec konsumentów.
Jednocześnie nowy projekt ustawy o kredycie konsumenckim ma zakazać reklam sugerujących, że kredyt może poprawić sytuację życiową konsumenta. To sygnał, że ochrona konsumentów na rynku finansowym wchodzi w nową, szerszą fazę.